To już trzecie w ciągu ostatniego miesiąca spotkania Zagłębia z Koroną. Po zwycięstwie i remisie w półfinale Pucharu Polski, lubinianom przyszło zmierzyć się z kielczanami po raz kolejny - tym razem w lidze. Przed pierwszym gwizdkiem sędziego odbyły się uroczystości związane z uroczystym otwarciem nowego, najnowocześniejszego stadionu w Polsce - dokonał ich osobiście sam właściciel kieleckiej Korony - Krzysztof Klicki.
Pierwsza część spotkania należała do Zagłębia, którego piłkarze już w 8 minucie byli bardzo bliscy objęcia prowadzenia. Piłkę z prawej strony dośrodkował Łobodziński, w polu karnym w piłkę nie trafił Drzymont, a ta trafiła do Iwańskiego. Ten stojąc tyłem do bramki starał się uderzyć z ?woleja?, jednak trafił w stojącego tuż za nim Macieja Mielcarza. Później swoich szans próbowali kolejno: Iwański, Łobodziński, Plizga oraz Chałbiński, jednak żadnemu z nich nie udało się posłać piłki do siatki. Gospodarze oddali natomiast w tej części meczu zaledwie dwa strzały w kierunku bramki strzeżonej przez Mariusza Liberdę - na szczęście oba niecelne.
Już na początku drugiej części meczu lubinianie stracili Dariusza Jackiewicza, który w walce o górną piłkę przed własnym polem karnym zderzył się Manuelem Arboledą i z rozciętym i mocno krwawiącym łukiem brwiowym został odwieziony do szpitala.
W 55 minucie popisową akcję przeprowadził Dawid Plizga. Pomocnik Zagłębia przedarł się lewą stroną boiska, w polu karnym ograł Drzymonta i Golańskiego, ale zatrzymał się na Hernani'm, który wybił piłkę wprost pod nogi Chałbińskiego. Ten dość przypadkowo odegrał ją do leżącego na ziemi Plizgi, który przytomnym strzałem przy słupku umieścił futbolówkę w siatce.
Radość Zagłębia z prowadzenia nie trwała zbyt długo. Już trzy minuty później na solową akcję zdecydował się Gajkowski, którego przed polem karnym nie potrafił powstrzymać Stasiak. Napastnik Korony uderzył zza linii pola karnego, piłka po drodze odbiła się jeszcze od nóg Arboledy, co uniemożliwiło skuteczną interwencję Liberdzie, i wpadła do siatki. Był to jedyny celny strzał piłkarzy Korony w tym meczu.
Do końcowych minut na boisku trwała twarda piłkarska walka. Piłkarze obu drużyn stworzyli sobie po kilka sytuacji, które mogły zakończyć się zdobyciem bramki. W końcówce meczu stroną przeważającą była Korona, jednak mądrze i szczęśliwie grające Zagłębie nie pozwoliło na stworzenie większego zagrożenia pod bramką Liberdy, a i samo - przy odrobinie szczęścia i lepszej skuteczności - mogło przeważyć szalę zwycięstwa na swoją korzyść.
Pomeczowa konferencja prasowa:Ryszard Wieczorek: Już po kilku minutach stwierdziłem, że piłkarze są przerażeni, bojaźliwi, stąd nie byli w stanie nawiązać skutecznej gry i niecelnymi podaniami ułatwiali grę rywalom. Po utracie bramki ocknęli się, zaczęli grać odważniej. Szkoda, że trwało to niezbyt długo. Mam nadzieję, że obciążenie, jakim była gra na otwarcie stadionu, minie i w następnych meczach ligowych wrócą do gry jaką prezentowali w rundzie jesiennej. Liczę też na to, że Piechna wreszcie dojdzie do swojej dawnej formy i będzie silnym punktem zespołu.
Franciszek Smuda: Momentami mecz przebiegał w szybkim tempie, ale to było tylko bieganie. Natomiast żal, że padły tylko dwie bramki na tak pięknym obiekcie. Gospodarze nas zaskoczyli swą grą, bowiem utrudniali w dużym stopniu przeprowadzanie akcji ofensywnych, w których tym razem nie byliśmy najsilniejsi. Ale podział punktów jest sprawiedliwy i wyjeżdżamy z Kielc zadowoleni.